wtorek, 23 sierpnia 2016

ROZDZIAŁ 14

Była śpiąca i najchętniej położyłaby się w swoim miękkim łóżku, lecz czyjś zimny dotyk na karku skończył przyjemne namysły. Odruchowo chciała odwrócić głowę, ale napastnik jej w tym przeszkodził. Gdy zerwał z niej jednych ruchem koszulę, wiedziała, że to wydarzenie zniszczy ją na dobre.
 – Mojego synalka nie ma, więc teraz my porozmawiamy sobie szlamo – syknął do jej ucha, a już wiedziała kim jest jej prześladowca. Malfoy. Lucjusz Malfoy we własnej osobie. Krzyczała z całych sił do momentu, kiedy pięść starszego arystokraty z impetem natrafiła na jej lodowatą twarz. Teraz była już tylko ciemność.

♦♥♦♥
– Cichutko mała – szepnął ktoś – wszystko będzie dobrze.
Nie miała pojęcia co się wydarzyło. Ostatnim zapamiętanym obrazem był Lucjusz wchodzący do komnaty. Chciała zadać miliony pytań, jednak czuła w gardle piekący ból. Oparła głowę o ramię blondyna, modląc się, by jej nie odsunął. Inaczej, najpewniej osunęłaby się na ziemie.
– Co się stało? – zdołała zapytać.
– Potem ci powiem, ale przysięgam, że to bydle zostanie ukarane – rzucił ostro.

Gdy dotarli do pałacu, zaniósł ją do swojego łóżka. Chciał, by odpoczęła i się przespała, jednak wydarzenie nie dawało jej spokoju. Obawiała się po reakcji Dracona, że jego ojciec mógł posunąć się do najbardziej okropnego i zwyrodnialeczego czynu. Jedyne co pamiętała to tylko spocone dłonie na swojej klatce piersiowej i ciemność.
Zaczęła panikować gdy do jej głowy zawitały najróżniejsze scenariusze. Nie mogłaby zostać tu dłużej, jeśli nie uratował jej w porę. To zrobiłoby się zbyt skomplikowane.
Przewróciła się na bok i poczuła salwę bólu. Przeraziła się, gdy podniosła koszulkę do góry i zauważyła, że całe jej żebra są posiniaczone.

– Rose, gdzie jest Draco? – spytała krzątającą się po pokoju brunetkę, która wyciągała z saszetki mugolskie tabletki. 
– Wyszedł i nic nie powiedział... Co ci się stało? Nikt mi nic nie mówi. 
– Kiedy wracaliśmy z spaceru potknęłam się i przeturlałam z górki. To wszystko – skłamała. Nie chciała, by Rose zaczęła się zamartwiać. Jest w ciąży i nie powinna wiedzieć o niektórych rzeczach.
– Jesteś strasznie niezdarna szkrabie. A teraz idź spać – powiedziała z powagą i dawszy wcześnie tabletkę, wyszła z pokoju. 

Pójście spać wydawało jej się przy obecnych nerwach niemal niemożliwe. Wzięła aspirynę i jedną z książek, które przyniósł jej wcześniej chłopak. Chciała zaczytać się w powieści do tego stopnia, by zapomnieć co się dziś wydarzyło. Prawie jej się udało, gdy do pokoju bez słowa wszedł Draco. Zdjął buty i ułożył się tuż obok. Wyglądał na zdeterminowanego, jednak jego oczy ukazywały coś zupełnie innego. Nie chciała widzieć w nich tego uczucia. Wystarczy, że niecałe dwa tygodnie temu zmarła mu matka, a dziś znów przybył mu nowy ciężar na barki.

– Przepraszam. Nie powinienem cię tam brać. To było głupie. Jeśli chcesz odejść, nie powstrzymam cię – powiedział ochryple, a z każdym wyrazem łamał mu się głos. Widząc jak się wzdryga, przytuliła go mocno, palcami przeczesując jego miękkie, platynowe kosmyki.
– Nigdzie się nie wybieram – szepnęła, obserwując jak się powoli rozpręża. Jednak jego oczy nadal pozostawały kurczowo zaciśnięte. – Tylko muszę wiedzieć czy twój ojciec...
– Nie! – spojrzał na nią rozpaczliwie – Wszedłem od razu, gdy straciłaś przytomność. A co do tego skurwiela, to Voldemort już się nim zajął. Zostanie wychłostany i zdegradowany. 
– Macie jakiś średniowieczny odpowiednik kodeksu karnego? 
– Mniej więcej tak. – wyznał ponuro – Jak się czujesz? Potrzebujesz czegoś?
– Wiem, że to dziwne... – czuła się głupio, lecz to była jedyna rzecz, której obecnie chciała. Poczuć się bezpiecznie –  Mógłbyś ze mną poleżeć? – Jego źrenice się powiększyły, a na twarzy pojawiło się coś na znak ulgi.
– Pewnie.

♦♥♦♥
Kolejne dni mijały spokojnie. Draco zaczął pracować w domu, a ona czytała książki w jego otoczeniu. Zaczęli dogadywać się bez słów, a wspólne towarzystwo było miłym zwieńczeniem dnia, zamiast drętwym przymusem. Pewna myśl powodowała u niej zgorszenie, lecz nie miała sił nadal tego ukrywać. Dzięki jego obecności czuła się bezpiecznie. Nie chciała tego przyznawać, bo wierzyła, że on nadal pozostawał Malfoy’em; bezwzględnym, młodym arystokratom, jednak wiedziała, że to kłamstwo. Zmienił się, a cierpienie nauczyło go pokory. Był dla niej zagadką, którą usilnie chciała rozwiązać, bo wiedziała, że jest tego wart.

♦♥♦♥
Odkąd brzuch Rose nabrał wymiarów, role kucharza powierzono Gryfonce. Cieszyła się na swoją nową rolę, bowiem od dawna nie miała okazji samodzielnie gotować. Otwarła lodówkę, a jej podekscytowanie weszło na nowy poziom. Wiedziała, że to głupie uczucie cieszyć się na widok uginającej się od jedzenia lodówki, lecz bieda i niemoc bogatego gotowania w Zakonie, dała jej się we znaki. Wyciągnęła wszystko co znała i zaczęła przyrządzać danie najlepiej jak potrafiła. Koniec końców, mimo milionów obaw, kolacja wyglądała przyzwoicie. Poszła do pokoju Rose, by ją zawołać jednak spała. Nie miała serca jej budzić, więc udała się pod gabinet blondyna. Słysząc beznamiętne „wejść”, przekroczyła próg drzwi i rozejrzała się. Siedział przy biurku, które zasypane było milionami dokumentów.

–  Przygotowałam kolację – zająknęła się nieco pod wpływem jego czujnego spojrzenia – Powinieneś coś zjeść.
Nie odzywając się ani słowem, odsunął od siebie stos teczek i poszedł za nią. Chciał spytać czy zawołała już Rose, jednak widząc przez szparę pokoju, że śpi, wszedł wraz z dziewczyną do jadalni. Był nieco zdekoncentrowany widząc, że przygasiła światło, by zapalić dawno nie używane świeczki.


– Trochę dziwnie jak na nas – stwierdził. 
– Wiem, ale chcę ci podziękować za opiekę. To naprawdę wiele dla mnie znaczy. – powiedziała, nie patrząc mu w oczy. Te wyznanie pochodziło prosto z jej serca i nie wierzyła czy byłaby w stanie wyznać to odważniej. Nie odpowiedział, jednak chwilę później zauważyła jak odsuwa jej krzesło. Na ten gest mimowolnie się rozluźniła i zaśmiała.
– Bawi cię coś Granger? – zapytał ze zduszonym śmiechem na ustach i usiadł na przeciwko dziewczyny.
– Oj tak – uśmiechnęła się – Czyli dziś będziemy się zachowywać jak przykładowa para, Malfoy? 
– W rzeczy samej kochanie. Już się nie mogę doczekać co ugotowałaś. 
– Dla ciebie to, co najlepsze skarbie – odbiła piłeczkę – Smacznego.

Jedli w ciszy, ciesząc się swoim towarzystwem. Była szczęśliwa, że to z nim akurat może się pośmiać i spędzić czas. Z każdym wymienionym uśmiechem docierało do niej, że tak mogłoby wyglądać jej życie. Jeśli Draco tylko przeszedłby na ich stronę... Wtedy mogłaby stracić dla niego głowę bez obawy, że postępuję niemoralnie. A przede wszystkim, bez strachu, że zdradza swoich przyjaciół.

– Co ty na to, jakbyśmy pojechali w góry na parę dni? – spytał nagle, a dziewczyna o mało co przełknęła kęs.
– Chyba nie mówisz poważnie?
– Należy nam się. Jeszcze chwila w tym popieprzonym świecie i oboje zwariujemy. Ja straciłem matkę, a ty niejedno tu przeżyłaś. Zabawmy się. 
– Nie stać mnie.
– Nie przejmuj się tym Granger. Mam pieniędzy jak lodu, poza tym naprawdę chcę żebyś jechała. 
– Nie chcę żebyś za mnie płacić. I kto się zajmie się Rose? 
– Po pierwsze: stać mnie na to. Po drugie: rozmawiałem z nią i powiedziała, że chce odwiedzić rodzinę w Londynie.
– Dobre argumenty Malfoy – upiła odrobinę wina – Zgadzam się pod jednym warunkiem. 
– Jakim?
– Jutro w Hogwarcie jest bal. Chciałabym na niego iść... Proszę. 
– Nie ma spawy. Zabini się z tobą aportuję, a potem cię odbierze.
– Zabini? – poczuła się zawiedzona – Chciałam iść z tobą – na jej wyznanie zachłysnął się alkoholem.
– Nie spodziewałem się. Jeśli chcesz, mogę pójść. 
– Dzięki – mruknęła.

♦♥♦♥


Draco poszedł do salonu pisać dokumenty, ona piła drugi kieliszek wina. Czuła, że wszystkie jej ponure myśli i zmartwienia odeszły, dlatego martwił ją widok blondyna, który od kilkunastu dni nie mógł znaleźć spokoju ducha. Pamiętała czas w którym był szczęśliwy niezależnie czy był sam czy w otoczeniu kogoś z przyjaciół. Zdawała sobie sprawę, że coś mu cięży, bo za każdy razem, kiedy myślał, że nie patrzy, jego twarz wydawała się oddawać emocje żołnierza, który właśnie co wrócił z wojny. Nie chciała, by czuł się tak jak wyglądał. Byli w pewnym sensie partnerami. Chronili siebie nawzajem i dbali o wzajemne zdrowie psychiczne.

Ten wieczór był tak mile spędzony, że nie chciała jeszcze kłaść się spać. Po wzięciu długiego prysznica, przebrała się w jedną z najładniejszych rzeczy jakie dostała tu na starcie. Widząc siebie w jedwabnej, bladoróżowej koszuli nocnej sięgającej do połowy uda, jedynie lekko parsknęła. Dostrzegając palące się światło w salonie, usiadła na kanapie.
– Draco – powiedziała, przeciągając się delikatnie, nieświadoma kokieteryjności swoich ruchów.
– Hmm? – mruknął, lecz kiedy jego wzrok natrafił na odurzoną dziewczynę, jego źrenice rozszerzyły się do wielkości piłeczek tenisowych. Podświadomie poluźnił krawat.  
– Nie chcę mi się jeszcze spać, zagrajmy w coś. Na przykład w pasjansa.
– Hermiona... Proszę ubierz szlafrok. 
– Coś nie tak z tą koszulą? – nerwowo poruszyła się, dzięki czemu materiał ledwo widocznie podciągnął się ku górze, co nie umknęło jego uwadze.
– Jest piękna – zaczął się jąkać – znaczy ty jesteś piękna... Jesteśmy nie trzeźwi... 
Czuła jak cały się spina. Nie miała pojęcia, dlaczego nagle wpadł w panikę, więc położyła mu dłoń na ramieniu, wierząc, że przez ten gest, nieco się uspokoi. Odepchnął jej rękę, by chwilę później objąć jej twarz.
– Nie możesz mi tego robić, choć sama pewnie nie wiesz czego, bo jesteś cholernie nieświadoma ludzkiej pożądliwości – wyszeptał – Wiem, że się starasz, ale nie jestem mężczyzną dla ciebie. – musnął delikatnie jej rozpalony policzek, a chwilę później została sama z mętlikiem w głowie.

♦♥♦♥
Od rana nie było go w zamku. Rose powiedziała, że przyjdzie po nią o dziewiętnastej, a rzeczy zostawił w łazience. Z ciekawością ruszyła zobaczyć co uszykował. Na wieszaku wisiała czarna, długa sukienka z kryształkami. Gdy zobaczyła metkę z logiem projektanta, jeszcze bardziej zgięła się w pół. Czekały również obcasy oraz kolia z diamentowymi oczkami. Koło pudełka z biżuterią zobaczyła małą karteczkę. 


Mam nadzieję, że Ci się podoba. 
Trzymaj się.
Draco.

Mimowolnie uśmiechnęła się na tą wiadomość. Podpisał się imieniem. Tak niewiele, lecz tak dużo.

♦♥♦♥
Zapięła ostatni guziczek przy dekolcie, gotowa iść na konfrontację. Jak zawsze już na nią czekał. Ubrany w dopasowaną szatę, wpatrywał się w zegarek. Kiedy usłyszał stukot butów, odwrócił się w jej stronę z lekkim uśmiechem. 
– Pięknie wyglądasz Granger. 
– Nie powinnam iść w tej sukni. Kosztowała majątek, a to nie wlicza się w moje obowiązki.
– Przestań. Jest twoja – chciała zaprzeczyć, lecz wziął jej dłoń i aportowali się do Hogsmade. Gdy zobaczył, że się trzęsie, oddał jej swoją marynarkę.

Hogwart wyglądał niewiarygodnie. Ostatni raz widziała go takim podczas balu w czwartej klasie. Kiedy przeszli przez próg Wielkiej Sali, kilkadziesiąt par oczu skupionych było na nich. Zanim zdążyła się rozejrzeć, poczuła jak ktoś ją ściska. Oczywiście była to ruda, wredna osóbka, z którą nie widziała się od ponad miesiąca. 
– Ginny! – krzyknęła i przytuliła ją najmocniej jak potrafiła.
– Hermiono! Tak bardzo tęskniłam!  
– To ja was, drogie panie zostawię... – obróciła się i zobaczyła jak blondyn wymijająco idzie w stronę ślizgonów. No cóż. Jemu również należy się chwila w swoim towarzystwie.

♦♥♦♥


Przez ostatnią godzinę siedziała przy stoliku z Ginny i Harrym. Cieszyła się jak małe dziecko, że może spędzić z nimi choć ten wieczór, jednak nie przestawała zastanawiać się co robi Draco. Była szczęśliwa, że przyjdzie z nim na ten bal i spędzą czas jak normalni siedemnastolatkowie. Na wykwintnych balach Czarnego Pana i jego ludzi, nie było mowy o tak swobodnym zachowywaniu się i zabawie. Tu mogli być sobą. Chciała iść go poszukać, lecz nagle została szturchnięta przez podburzoną Ginny.

– Czy to nie przypadkiem Malfoy całujący się z Greengrass?

sobota, 2 sierpnia 2014

Kobiet

Dumbledore oraz Snape żyją i mają się dobrze.

7 rok w Hogwardzie. Voldemort nie żyję. Szkoła powróciła a na jej czele zasiadła profesor Dumbledore. Przyjaźń przetrwała a miłość wytrwała. Nieszczęście które przyniosła wojna poszło w niepamięć a chwała zwycięstwa nadal biła w sercach. Po tej sytuacji pojawiły się również plusy.  Śmierciożercy już nie przywiązywali obsesyjnej roli do czystości krwi... bynajmniej niektórzy.

Wielka Sala - kolacja
Pierwsza kolacja w tym roku i znów wszyscy poczuli się jak kiedyś.  W niepamięć poszły wszystkie nieszczęśliwe chwile i każdy jedząc pozwalał sobie na rozmowę z towarzyszem siedzącym obok. Sala tak jak cała szkoła wyglądała jak kiedyś, nauczyciele również się nie zmienili od tamtego roku.
Dumbledore zbierał się do rozpoczęcia przemówienia ale widząc radość młodych uczniów nie chciał im jeszcze przerywać. Trójka przyjaciół siedziała jak zwykle obgadując dłuższą o około 3 cm brodę Dumbledora, nie przestając się śmiać. Bitwa pomiędzy dobrem a złem połączyła Harrego oraz Ginny lecz Hermionę i Rona poróżniła. Zachowywali się jednak jak kiedyś. Ron opowiadał żarty, Harry zawsze coś poradził a Hermiona ich pouczała. Nagle popatrzeli na stół przy którym siedzieli nauczyciele i zauważyli jak profesor McGonagall delikatnie popycha Dumbledora by przemówił.
Zachęcony Albus podszedł w stronę uczniów po czym w celu uciszenia zaklaskał w dłonie po czym cała sala ucichła.

- Moi drodzy! Chciałbym was serdecznie powitać na kolejnym roku w Hogwardzie.
Mam dla Was kilka dobrych informacji.
Prefektem naczelnym w tym roku zostaję Panna Granger z Gryffindoru oraz Pan Malfoy ze Slytherinu.
Prefektami zostają także Panna Lovegood oraz Pan Justin Finch.
 Mam jeszcze drugą, ciekawszą informację - uśmiechnął się szczerze
- W nagrodę za to że dumnie walczyliście po stronie dobra za 1,5 miesiąca odbędzie się z bal dla klas 3-7.