Była śpiąca i najchętniej położyłaby się w swoim miękkim łóżku,
lecz czyjś zimny dotyk na karku skończył przyjemne namysły. Odruchowo chciała
odwrócić głowę, ale napastnik jej w tym przeszkodził. Gdy zerwał z niej jednych
ruchem koszulę, wiedziała, że to wydarzenie zniszczy ją na dobre.
– Mojego synalka nie ma, więc teraz my porozmawiamy sobie szlamo – syknął do jej ucha, a już wiedziała kim jest jej prześladowca. Malfoy. Lucjusz Malfoy we własnej osobie. Krzyczała z całych sił do momentu, kiedy pięść starszego arystokraty z impetem natrafiła na jej lodowatą twarz. Teraz była już tylko ciemność.
– Mojego synalka nie ma, więc teraz my porozmawiamy sobie szlamo – syknął do jej ucha, a już wiedziała kim jest jej prześladowca. Malfoy. Lucjusz Malfoy we własnej osobie. Krzyczała z całych sił do momentu, kiedy pięść starszego arystokraty z impetem natrafiła na jej lodowatą twarz. Teraz była już tylko ciemność.
♦♥♦♥
– Cichutko mała – szepnął
ktoś – wszystko będzie dobrze.
Nie miała pojęcia co się wydarzyło. Ostatnim zapamiętanym obrazem
był Lucjusz wchodzący do komnaty. Chciała zadać miliony pytań, jednak czuła w
gardle piekący ból. Oparła głowę o ramię blondyna, modląc się, by jej nie
odsunął. Inaczej, najpewniej osunęłaby się na ziemie.
– Co się stało? – zdołała zapytać.
– Potem ci powiem, ale przysięgam, że to bydle zostanie ukarane –
rzucił ostro.
Gdy dotarli do pałacu, zaniósł ją do swojego łóżka. Chciał, by
odpoczęła i się przespała, jednak wydarzenie nie dawało jej spokoju. Obawiała
się po reakcji Dracona, że jego ojciec mógł posunąć się do najbardziej
okropnego i zwyrodnialeczego czynu. Jedyne co pamiętała to tylko spocone dłonie
na swojej klatce piersiowej i ciemność.
Zaczęła panikować gdy do jej głowy zawitały najróżniejsze scenariusze. Nie mogłaby zostać tu dłużej, jeśli nie uratował jej w porę. To zrobiłoby się zbyt skomplikowane.
Zaczęła panikować gdy do jej głowy zawitały najróżniejsze scenariusze. Nie mogłaby zostać tu dłużej, jeśli nie uratował jej w porę. To zrobiłoby się zbyt skomplikowane.
Przewróciła się na bok i poczuła salwę bólu. Przeraziła się, gdy
podniosła koszulkę do góry i zauważyła, że całe jej żebra są posiniaczone.
– Rose, gdzie jest Draco? – spytała krzątającą się po pokoju
brunetkę, która wyciągała z saszetki mugolskie tabletki.
– Wyszedł i nic nie powiedział... Co ci się stało? Nikt mi nic nie mówi.
– Kiedy wracaliśmy z spaceru potknęłam się i przeturlałam z górki. To wszystko – skłamała. Nie chciała, by Rose zaczęła się zamartwiać. Jest w ciąży i nie powinna wiedzieć o niektórych rzeczach.
– Jesteś strasznie niezdarna szkrabie. A teraz idź spać – powiedziała z powagą i dawszy wcześnie tabletkę, wyszła z pokoju.
– Wyszedł i nic nie powiedział... Co ci się stało? Nikt mi nic nie mówi.
– Kiedy wracaliśmy z spaceru potknęłam się i przeturlałam z górki. To wszystko – skłamała. Nie chciała, by Rose zaczęła się zamartwiać. Jest w ciąży i nie powinna wiedzieć o niektórych rzeczach.
– Jesteś strasznie niezdarna szkrabie. A teraz idź spać – powiedziała z powagą i dawszy wcześnie tabletkę, wyszła z pokoju.
Pójście spać wydawało jej się przy obecnych nerwach niemal
niemożliwe. Wzięła aspirynę i jedną z książek, które przyniósł jej wcześniej
chłopak. Chciała zaczytać się w powieści do tego stopnia, by zapomnieć co się
dziś wydarzyło. Prawie jej się udało, gdy do pokoju bez słowa wszedł Draco.
Zdjął buty i ułożył się tuż obok. Wyglądał na zdeterminowanego, jednak jego
oczy ukazywały coś zupełnie innego. Nie chciała widzieć w nich tego uczucia.
Wystarczy, że niecałe dwa tygodnie temu zmarła mu matka, a dziś znów przybył mu
nowy ciężar na barki.
– Przepraszam. Nie powinienem cię tam brać. To było głupie. Jeśli chcesz odejść, nie powstrzymam cię – powiedział ochryple, a z każdym wyrazem łamał mu się głos. Widząc jak się wzdryga, przytuliła go mocno, palcami przeczesując jego miękkie, platynowe kosmyki.
– Nigdzie się nie wybieram – szepnęła, obserwując jak się powoli rozpręża. Jednak jego oczy nadal pozostawały kurczowo zaciśnięte. – Tylko muszę wiedzieć czy twój ojciec...
– Nie! – spojrzał na nią rozpaczliwie – Wszedłem od razu, gdy straciłaś przytomność. A co do tego skurwiela, to Voldemort już się nim zajął. Zostanie wychłostany i zdegradowany.
– Macie jakiś średniowieczny odpowiednik kodeksu karnego?
– Mniej więcej tak. – wyznał ponuro – Jak się czujesz? Potrzebujesz czegoś?
– Wiem, że to dziwne... – czuła się głupio, lecz to była jedyna rzecz, której obecnie chciała. Poczuć się bezpiecznie – Mógłbyś ze mną poleżeć? – Jego źrenice się powiększyły, a na twarzy pojawiło się coś na znak ulgi.
– Pewnie.
♦♥♦♥
Kolejne dni mijały spokojnie. Draco zaczął pracować w domu, a ona
czytała książki w jego otoczeniu. Zaczęli dogadywać się bez słów, a wspólne
towarzystwo było miłym zwieńczeniem dnia, zamiast drętwym przymusem. Pewna myśl
powodowała u niej zgorszenie, lecz nie miała sił nadal tego ukrywać. Dzięki
jego obecności czuła się bezpiecznie. Nie chciała tego przyznawać, bo wierzyła,
że on nadal pozostawał Malfoy’em; bezwzględnym, młodym arystokratom, jednak
wiedziała, że to kłamstwo. Zmienił się, a cierpienie nauczyło go pokory. Był
dla niej zagadką, którą usilnie chciała rozwiązać, bo wiedziała, że jest tego
wart.
♦♥♦♥
Odkąd brzuch Rose nabrał wymiarów, role kucharza powierzono
Gryfonce. Cieszyła się na swoją nową rolę, bowiem od dawna nie miała okazji
samodzielnie gotować. Otwarła lodówkę, a jej podekscytowanie weszło na nowy
poziom. Wiedziała, że to głupie uczucie cieszyć się na widok uginającej się od
jedzenia lodówki, lecz bieda i niemoc bogatego gotowania w Zakonie, dała jej
się we znaki. Wyciągnęła wszystko co znała i zaczęła przyrządzać danie
najlepiej jak potrafiła. Koniec końców, mimo milionów obaw, kolacja wyglądała
przyzwoicie. Poszła do pokoju Rose, by ją zawołać jednak spała. Nie miała serca
jej budzić, więc udała się pod gabinet blondyna. Słysząc beznamiętne „wejść”,
przekroczyła próg drzwi i rozejrzała się. Siedział przy biurku, które zasypane
było milionami dokumentów.
– Przygotowałam kolację –
zająknęła się nieco pod wpływem jego czujnego spojrzenia – Powinieneś coś
zjeść.
Nie odzywając się ani słowem, odsunął od siebie stos teczek i
poszedł za nią. Chciał spytać czy zawołała już Rose, jednak widząc przez szparę
pokoju, że śpi, wszedł wraz z dziewczyną do jadalni. Był nieco zdekoncentrowany
widząc, że przygasiła światło, by zapalić dawno nie używane świeczki.
– Trochę dziwnie jak na nas – stwierdził.
– Wiem, ale chcę ci podziękować za opiekę. To naprawdę wiele dla mnie znaczy. – powiedziała, nie patrząc mu w oczy. Te wyznanie pochodziło prosto z jej serca i nie wierzyła czy byłaby w stanie wyznać to odważniej. Nie odpowiedział, jednak chwilę później zauważyła jak odsuwa jej krzesło. Na ten gest mimowolnie się rozluźniła i zaśmiała.
– Bawi cię coś Granger? – zapytał ze zduszonym śmiechem na ustach i usiadł na przeciwko dziewczyny.
– Oj tak – uśmiechnęła się – Czyli dziś będziemy się zachowywać jak przykładowa para, Malfoy?
– W rzeczy samej kochanie. Już się nie mogę doczekać co ugotowałaś.
– Dla ciebie to, co najlepsze skarbie – odbiła piłeczkę – Smacznego.
Jedli w ciszy, ciesząc się swoim towarzystwem. Była szczęśliwa, że
to z nim akurat może się pośmiać i spędzić czas. Z każdym wymienionym uśmiechem
docierało do niej, że tak mogłoby wyglądać jej życie. Jeśli Draco tylko
przeszedłby na ich stronę... Wtedy mogłaby stracić dla niego głowę bez obawy,
że postępuję niemoralnie. A przede wszystkim, bez strachu, że zdradza swoich
przyjaciół.
– Co ty na to, jakbyśmy pojechali w góry na parę dni? – spytał
nagle, a dziewczyna o mało co przełknęła kęs.
– Chyba nie mówisz poważnie?
– Należy nam się. Jeszcze chwila w tym popieprzonym świecie i oboje zwariujemy. Ja straciłem matkę, a ty niejedno tu przeżyłaś. Zabawmy się.
– Nie stać mnie.
– Nie przejmuj się tym Granger. Mam pieniędzy jak lodu, poza tym naprawdę chcę żebyś jechała.
– Nie chcę żebyś za mnie płacić. I kto się zajmie się Rose?
– Po pierwsze: stać mnie na to. Po drugie: rozmawiałem z nią i powiedziała, że chce odwiedzić rodzinę w Londynie.
– Dobre argumenty Malfoy – upiła odrobinę wina – Zgadzam się pod jednym warunkiem.
– Jakim?
– Jutro w Hogwarcie jest bal. Chciałabym na niego iść... Proszę.
– Nie ma spawy. Zabini się z tobą aportuję, a potem cię odbierze.
– Zabini? – poczuła się zawiedzona – Chciałam iść z tobą – na jej wyznanie zachłysnął się alkoholem.
– Nie spodziewałem się. Jeśli chcesz, mogę pójść.
– Dzięki – mruknęła.
– Chyba nie mówisz poważnie?
– Należy nam się. Jeszcze chwila w tym popieprzonym świecie i oboje zwariujemy. Ja straciłem matkę, a ty niejedno tu przeżyłaś. Zabawmy się.
– Nie stać mnie.
– Nie przejmuj się tym Granger. Mam pieniędzy jak lodu, poza tym naprawdę chcę żebyś jechała.
– Nie chcę żebyś za mnie płacić. I kto się zajmie się Rose?
– Po pierwsze: stać mnie na to. Po drugie: rozmawiałem z nią i powiedziała, że chce odwiedzić rodzinę w Londynie.
– Dobre argumenty Malfoy – upiła odrobinę wina – Zgadzam się pod jednym warunkiem.
– Jakim?
– Jutro w Hogwarcie jest bal. Chciałabym na niego iść... Proszę.
– Nie ma spawy. Zabini się z tobą aportuję, a potem cię odbierze.
– Zabini? – poczuła się zawiedzona – Chciałam iść z tobą – na jej wyznanie zachłysnął się alkoholem.
– Nie spodziewałem się. Jeśli chcesz, mogę pójść.
– Dzięki – mruknęła.
♦♥♦♥
Draco poszedł do salonu pisać dokumenty, ona piła drugi kieliszek
wina. Czuła, że wszystkie jej ponure myśli i zmartwienia odeszły, dlatego
martwił ją widok blondyna, który od kilkunastu dni nie mógł znaleźć spokoju
ducha. Pamiętała czas w którym był szczęśliwy niezależnie czy był sam czy w
otoczeniu kogoś z przyjaciół. Zdawała sobie sprawę, że coś mu cięży, bo za
każdy razem, kiedy myślał, że nie patrzy, jego twarz wydawała się oddawać emocje
żołnierza, który właśnie co wrócił z wojny. Nie chciała, by czuł się tak jak
wyglądał. Byli w pewnym sensie partnerami. Chronili siebie nawzajem i dbali o
wzajemne zdrowie psychiczne.
Ten wieczór był tak mile spędzony, że nie chciała jeszcze kłaść się spać. Po wzięciu długiego prysznica, przebrała się w jedną z najładniejszych rzeczy jakie dostała tu na starcie. Widząc siebie w jedwabnej, bladoróżowej koszuli nocnej sięgającej do połowy uda, jedynie lekko parsknęła. Dostrzegając palące się światło w salonie, usiadła na kanapie.
– Draco – powiedziała, przeciągając się delikatnie, nieświadoma kokieteryjności swoich ruchów.
– Hmm? – mruknął, lecz kiedy jego wzrok natrafił na odurzoną dziewczynę, jego źrenice rozszerzyły się do wielkości piłeczek tenisowych. Podświadomie poluźnił krawat.
– Nie chcę mi się jeszcze spać, zagrajmy w coś. Na przykład w pasjansa.
– Hermiona... Proszę ubierz szlafrok.
– Coś nie tak z tą koszulą? – nerwowo poruszyła się, dzięki czemu materiał ledwo widocznie podciągnął się ku górze, co nie umknęło jego uwadze.
– Jest piękna – zaczął się jąkać – znaczy ty jesteś piękna...
Jesteśmy nie trzeźwi...
Czuła jak cały się spina. Nie miała pojęcia, dlaczego nagle wpadł w panikę, więc położyła mu dłoń na ramieniu, wierząc, że przez ten gest, nieco się uspokoi. Odepchnął jej rękę, by chwilę później objąć jej twarz.
– Nie możesz mi tego robić, choć sama pewnie nie wiesz czego, bo jesteś cholernie nieświadoma ludzkiej pożądliwości – wyszeptał – Wiem, że się starasz, ale nie jestem mężczyzną dla ciebie. – musnął delikatnie jej rozpalony policzek, a chwilę później została sama z mętlikiem w głowie.
Czuła jak cały się spina. Nie miała pojęcia, dlaczego nagle wpadł w panikę, więc położyła mu dłoń na ramieniu, wierząc, że przez ten gest, nieco się uspokoi. Odepchnął jej rękę, by chwilę później objąć jej twarz.
– Nie możesz mi tego robić, choć sama pewnie nie wiesz czego, bo jesteś cholernie nieświadoma ludzkiej pożądliwości – wyszeptał – Wiem, że się starasz, ale nie jestem mężczyzną dla ciebie. – musnął delikatnie jej rozpalony policzek, a chwilę później została sama z mętlikiem w głowie.
♦♥♦♥
Od rana nie było go w zamku. Rose powiedziała, że przyjdzie po nią
o dziewiętnastej, a rzeczy zostawił w łazience. Z ciekawością ruszyła zobaczyć co
uszykował. Na wieszaku wisiała czarna, długa sukienka z kryształkami. Gdy zobaczyła
metkę z logiem projektanta, jeszcze bardziej zgięła się w pół. Czekały również
obcasy oraz kolia z diamentowymi oczkami. Koło pudełka z biżuterią zobaczyła
małą karteczkę.
Mam nadzieję, że Ci się podoba.
Trzymaj się.
Draco.
Mimowolnie uśmiechnęła się na tą wiadomość. Podpisał się imieniem.
Tak niewiele, lecz tak dużo.
♦♥♦♥
Zapięła ostatni guziczek przy dekolcie, gotowa iść na konfrontację.
Jak zawsze już na nią czekał. Ubrany w dopasowaną szatę, wpatrywał się w zegarek.
Kiedy usłyszał stukot butów, odwrócił się w jej stronę z lekkim uśmiechem.
– Pięknie wyglądasz Granger.
– Nie powinnam iść w tej sukni. Kosztowała majątek, a to nie wlicza się w moje obowiązki.
– Pięknie wyglądasz Granger.
– Nie powinnam iść w tej sukni. Kosztowała majątek, a to nie wlicza się w moje obowiązki.
– Przestań. Jest twoja – chciała zaprzeczyć, lecz wziął jej dłoń i
aportowali się do Hogsmade. Gdy zobaczył, że się trzęsie, oddał jej swoją
marynarkę.
Hogwart wyglądał niewiarygodnie. Ostatni raz widziała go takim
podczas balu w czwartej klasie. Kiedy przeszli przez próg Wielkiej Sali,
kilkadziesiąt par oczu skupionych było na nich. Zanim zdążyła się rozejrzeć,
poczuła jak ktoś ją ściska. Oczywiście była to ruda, wredna osóbka, z którą nie
widziała się od ponad miesiąca.
– Ginny! – krzyknęła i przytuliła ją najmocniej jak potrafiła.
– Hermiono! Tak bardzo tęskniłam!
– To ja was, drogie panie zostawię... – obróciła się i zobaczyła jak blondyn wymijająco idzie w stronę ślizgonów. No cóż. Jemu również należy się chwila w swoim towarzystwie.
– Ginny! – krzyknęła i przytuliła ją najmocniej jak potrafiła.
– Hermiono! Tak bardzo tęskniłam!
– To ja was, drogie panie zostawię... – obróciła się i zobaczyła jak blondyn wymijająco idzie w stronę ślizgonów. No cóż. Jemu również należy się chwila w swoim towarzystwie.
♦♥♦♥
Przez ostatnią godzinę siedziała przy stoliku z Ginny i Harrym.
Cieszyła się jak małe dziecko, że może spędzić z nimi choć ten wieczór, jednak
nie przestawała zastanawiać się co robi Draco. Była szczęśliwa, że przyjdzie z
nim na ten bal i spędzą czas jak normalni siedemnastolatkowie. Na wykwintnych
balach Czarnego Pana i jego ludzi, nie było mowy o tak swobodnym zachowywaniu
się i zabawie. Tu mogli być sobą. Chciała iść go poszukać, lecz nagle została
szturchnięta przez podburzoną Ginny.
– Czy to nie przypadkiem Malfoy całujący się z Greengrass?
– Czy to nie przypadkiem Malfoy całujący się z Greengrass?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz